Polecane tak bardzo bardzo!
comment 1

Trzy cudownie ciepłe, inspirujące i motywujące książki naszych rodzimych autorek

Ciepło, radość z małych codziennych spraw, piękne klimatyczne zdjęcia, motywacja do szukania swojej drogi i życia bez ciągłego biegu, inspiracja do posprzątania… szafy – to wszystko znajdziecie w książkach naszych rodzimych autorek. Wciągają tak samo jak najlepsze kryminały! 

„Suma drobnych radości” Agnieszka Burska Wojtkuńska

„Szurać w jesiennych liściach, patrzeć w gwiazdy, zaciągnąć się mroźnym powietrzem do samego dna płuc, dać się przemoczyć przez letni deszcz, aż po gacie. Upiec sobie chleb i być z siebie dumnym.” (fragment książki)

Muszę przyznać, że czytanie tej książki to właśnie jedna z takich drobnych radości 🙂

Niektóre rzeczy, które na pierwszy rzut oka mogą się wydawać banalne, kiedy się nad nimi zastanowić – to są to te momenty, które zwykły dzień potrafią zamienić w wyjątkowy. Spacer po lesie, kiedy jesienne liście opadną, wypicie dobrej kawy z serduszkiem zrobionym z mlecznej pianki, przykrycie się ukochanym ciepłym kocem, upieczenie czegoś fajnego, a przy tym napełnienie mieszkania cudownym zapachem. Nie każdego dnia wychodzimy na romantyczne kolacje, nie zwiedzamy Toskanii, nie spacerujemy o zachodzie słońca po plaży. Za to każdego dnia możemy celebrować te drobne momenty, które sprawiają nam radość.
„Suma drobnych radości” to właśnie te małe codzienne rzeczy, które składają się na nasze życie. Te chwile, których jest tak wiele każdego dnia, a tylko od nas zależy, czy będziemy się nimi cieszyć, czy też będziemy je spędzać bez przykładania do nich uwagi, w biegu.

Książka jest przepełniona ciepłem, rodziną, pięknymi zdjęciami skandynawskich wnętrz i klimatem jesiennych wieczorów pod kocem z gorącą herbatą. Ma się ochotę po prostu posiedzieć w domu, poczytać, pooglądać, zanurzyć się w ten ciepły rodzinny klimat drobnych radości.

Propozycja czytania: koc, nastrojowe światła, świece, gorąca herbata i delikatny spokojny jazz w tle :).

„Slow life” Joanna Glogaza 

„W codziennym zabieganiu wydaje nam się, że wszystko jest tymczasowe, a dopiero kiedyś zaczniemy żyć naprawdę. Ale to właśnie zwykłe dni decydują o tym, jak przeżywamy swoje życie.” (fragment książki)

Pamiętam, że czytając tą książkę jechałam pociągiem z Pomorza do Warszawy, był bardzo wczesny ranek, a ja siedziałam w Warsie i na przemian zaczytywałam się w książce i wyglądałam przez okno na świat, żeby przetrawić informacje. Niby człowiek wie o rzeczach, które można tam przeczytać (jak chociażby czas dla siebie, nierozpraszanie się, odhaczanie zadań, jeśli chcielibyśmy zamienić pasję w „zawód” to nauka, poświęcanie na to czasu, systematyczność)  to i tak mało kto się do tego stosuje. Nawet jeśli chcielibyśmy to zmienić to zazwyczaj jest tak, że jesteśmy na to zbyt zmęczeni, albo nas to stresuje i wolimy odłożyć to na święte nigdy („tak kiedyś to zrobię”, „teraz nie mam czasu”, „od 1 stycznia się za (wstaw właściwe) zabieram”). Ta książka pomaga zacząć te zmiany, małymi kroczkami. Po przeczytaniu byłam niesamowicie zmotywowana – oczywiście, jak to zazwyczaj bywa, energia dość szybko opadła, ale gdzieś tam mi z tyłu głowy zostały te rady w stylu „chcesz coś zmienić, coś zacząć, poświęć chociaż trochę czasu w tygodniu, żeby się szkolić, żeby próbować, żeby się w to wciągnąć aż stanie się to dla Ciebie naturalne”, które do teraz słyszę w głowie kiedy wybieram pomiędzy odcinkiem serialu, który widziałam już po raz milion sto dwudziesty ósmy, a czymś bardziej konstruktywnym 🙂 (oczywiście seriale też są ważne i je uwielbiam :)).

„Elementarz stylu” Kasi Tusk

„Naprawdę wiem jak to jest, kiedy stoisz przed szafą i chce Ci się płakać. Niby jest pełna, a nic do niczego nie pasuje. Ja też pytałam samą siebie „W czym tkwi problem?”. A odpowiedź była banalnie prosta.” (fragment książki)

Było już o życiu w duchu „slow”, było o dostrzeganiu radości w codziennych chwilach, zostało … sprzątanie szafy :). Może się to wydawać mało ważne, ale ja myślę, że jest wręcz przeciwnie. Może nie mam na to badań, ale wydaje mi się, że zdecydowana większość kobiet od czasu do czasu, a nawet często staje przed szafą i kiedy w pośpiechu przed wyjściem zakłada 4-ty z kolei sweterek, w którym wcale się dobrze nie czuje i ma ochotę zacząć płakać. No bo szafa pęka w szwach, wieszaków brakuje, po szufladach poupychane, a nie ma w co się ubrać. Kupione ciuchy 3 razy ubrane i to się znudziło, to zmechaciło, a to to w ogóle nie wiem po co kupiłam :). Tracimy czas, nerwy i pewność siebie.

Sama od roku pracuję nad skomponowaniem swoją szafy tak, żeby nie dopuszczać do takich sytuacji… z różnym skutkiem. Chociaż od kiedy zaczęłam to „oczyszczanie” nie miałam ani razu sytuacji z płaczem, a to zdecydowanie postęp ;). Patrzenie na skład, skomponowanie strojów „basic” i dopiero potem coś bardziej „szalonego”, organizacja szafy, wieszanie wszystkiego na wieszaki albo chociaż, żeby było na widoku – serio to pomaga, a książka rewelacyjnie pokazuje od czego zacząć, jak to wszystko ugryźć. Ja niestety jeszcze nie pozbyłam się półki, którą nazywam „shelf of shame”, gdzie lądują rzeczy z którymi nie wiem co zrobić, nie chce mi się ich prasować itp. i już wiem, ze faktycznie jeśli nie ma czegoś gotowego do ubrania na wieszaku to nie ma bata, żebym to ubrała, jak już coś w szufladzie wyląduje to zapominam o istnieniu tego ubrania i koniec, równie dobrze mogłoby go nie być. Także jeśli chcesz przeorganizować garderobę a nie masz na to pomysłu to pamiętaj, że wpadek nie unikniesz, ale na pewno będzie ich mniej po przeczytaniu tej książki :).

Jeśli szukasz innych książkowych inspiracji zajrzyj tutaj: Trzy książki, od których nie mogłam się ostatnio oderwać

Miłego czytania! 🙂

1 Comment

  1. Świetny post! Elementarz i Slow life przeczytałam jednym tchem. Sumy drobnych radości jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale skoro dodajesz ją obok tych dwóch pozycji to na pewno po nią sięgnę 😉 Dodałabym jeszcze do tej listy Slow fashion i Modoterapia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *