Podróże bliższe i dalsze
Leave a comment

Subiektywny foto przewodnik po Fuerteventura, gdzie słońce świeci przez cały rok

Być na Fuerteventura to trochę tak jakby znaleźć się na księżycu – ogromne pustynne tereny, przepiękne góry i to niesamowite poczucie przestrzeni, kiedy jak okiem sięgnąć nie widać żadnego budynku, żadnych ludzi. A do tego ocean przy którym jesteśmy taaaaacy malutcy. Takie poczucie wolności w każdym calu 🙂

2018 rok postanowiliśmy przywitać z przytupem i 1 stycznia wyruszyliśmy w dwutygodniową podroż po Fuerteventura. To jedna z 7-miu Wyspa Kanaryjskich (Hiszpania), a jedną z największych ich zalet (obok tego jakie są piękne) jest to, że słońce jest tam przez cały rok. Ucieczka przed zimą – no problem, wygrzewanie się latem – proszę bardzo –  Fuerteventura to Wasz kierunek!

Temperatura w styczniu wynosiła około 20 stopni – w dni kiedy niebo było bezchmurne było super ciepło, kiedy pojawiały się chmury było trochę gorzej, ale nadal było bardzo ciepło jak na zimę w Europie. Dużo mówi się o wietrze na Kanarach i … to prawda – kiedy jest słonecznie, wiatr jest jednak bardzo przyjemny, bo dzięki temu jest gorąco, a nie upalnie, kiedy jest spore zachmurzenie może jednak przeszkadzać (podobno my trafiliśmy na wyjątkowo zimny styczeń, a i tak wróciliśmy mocno opaleni, chociaż wywiewało nas czasem porządnie;)). Jeśli nie jesteśmy zapalonymi surferami warto wybrać wschodnią część wyspy, bo tam wiatr (podobno 😉 ) jest mniejszy.

Jeśli chodzi o poruszanie się po wyspie to zdecydowanie polecam wynajęcie samochodu (my wypożyczyliśmy auto z Avia Car i Plus Car i obie firmy były jak najbardziej ok). Widoki podczas podróży są niesamowite i daje to ogromne poczucie wolności, a w każdym momencie, kiedy zobaczycie jakiś zapierający dech w piersiach krajobraz (czyli co jakieś 30 sekund) będziecie mogli się zatrzymać i go popodziwiać.

Przechodząc do głównego punktu programu – chciałabym przedstawić Wam miejsca, które mnie całkowicie oczarowały – to były dla mnie miłości od pierwszego wejrzenia:

        ♥    Parque Natural Jandia i miasteczko Morro Jable,

        ♥    Najpiękniejsza plaża świata – Risco el Paso,

        ♥    Górzysty Parque Rural de Bentancuria i miasteczko ukryte wśród gór,

        ♥    La Pared, czyli „ściana” chroniąca przed oceanem,

        ♥    Biało niebieskie klimatyczne miasteczko El Cotillo,

        ♥    Miasteczko Corralejo i wydmy tak wielkie, że końca nie widać

Park naturalny Jandia oraz miasteczko Morro Jable

 

To była nasza pierwsza wyprawa samochodem po wyspie i od razu trafiliśmy na niesamowity Parque Natural Jandia. Jest to szlak prowadzący przez pustynię i góry na  południowy koniuszek wyspy uwieńczony latarnią morską. Jest to 20 km dróg tak innych od tego co znaliśmy – dzikich, bez śladu obecności człowieka, w otoczeniu piasku, gór, oceanu, czerwonej ziemi, kamieni i od czasu do czasu … kóz :).

Tutaj ważna informacja – droga przez ten park naturalny jest wymagająca i trudna dla kierowcy, a do tego większość wypożyczalni samochodów ma zastrzeżenie, że ubezpieczenie jest ważne tylko na drogach asfaltowych (warto o to dopytać w wypożyczalni).

Wjazd na szlak do Parque Natural Jandia zaczyna się za miasteczkiem Morro Jable, które samo w sobie nas nie zachwyciło, ale ma niesamowicie piękną panoramę,  cudowną szeroką plażę oraz własną latarnię. Samo miasteczko jest świetnym punktem startowym do wyprawy. Przy latarni morskiej znajduje się mały, ale super klimatyczny bar na plaży El Faro de Jandia, który zdecydowanie warto odwiedzić na tapas, drinki i pyszną kawę.

Najpiękniejsza plaża świata Risco el Paso

 

Kocham plaże, te piaszczyste miłością największą, a im szersze tym lepsze! Na Fuerte znalazłam tą najszerszą i najpiaszczystszą (będę udawać, że jest takie słowo 😉 ) na świecie! Czułam się tam jak na pustyni zakończonej lazurową laguną i wzburzonym oceanem. To taki widok, że oczy przeciera się ze zdumienia i trudno jest uwierzyć, że to nie photoshop.

Ze względu na dość silny wiatr, który się tam odczuwa bardziej na spacer niż na leżenie, za to jest to raj dla kitesurferów, windsurferów i wszelkich innych surferów 😉

Górzysty Parque Rural de Bentancuria i miasteczko ukryte wśród gór

 

Dzień był pochmurny więc zamiast nad ocean postanowiliśmy wjechać w sam środek wyspy i odkryć Parque Rural de Betancuria, no i… wow, wow, wow. Wjechaliśmy pomiędzy góry, w górę i w górę, aż dojechaliśmy na wierzchołek świata! Widoki po drodze niesamowite, a zwieńczeniem przeprawy jest miateczko Betancuria ukryte wśród gór. (Ta trasa też jest dla doświadczonych kierowców, po drodze jest wąsko, zakrętów jest bardzo dużo i czasem trzeba trąbić, żeby osoba za zakrętem wiedziała, że ktoś się zbliża 😉 ).

La Pared, czyli „ściana” chroniąca przed oceanem

 

Idealne miejsce na oglądanie zachodu słońca – ogromne fale i jeszcze większe klify, które chronią miasteczko przed oceanem. Na dole klifów znajduje się niewielka plaża, która zależnie od przypływu jest dostępna bądź zalana, a widok z niej jest magiczny. Kiedy słońce zniknie za horyzontem warto wybrać się do pobliskiej restauracji Bahia La Pared specjalizującej się w rybach (w sekrecie Wam powiem, że robią też pysznego Spritza! :)). Restauracja ma ogromne okna z widokiem na ocean i … własny basen. Not bad 🙂

Biało niebieskie klimatyczne miasteczko El Cotillo

 

Niewielkie El Cotillo to miasteczko na północy wyspy z surfurskim klimatem. To małe knajpki na każdym rogu, wzburzony ocean i klimatyczne uliczki po których mogłabym chodzić w tą i z powrotem. Króluje tu biel i niebieski i nawet najbardziej polecana nam tamtejsza restauracja nazywa się „La Vaca Azul”, czyli „Niebieska krowa” (ma taras prosto na ocean!). W El Cottilo warto się zgubić, nigdzie nie spieszyć i przejść każdą uliczką po kilka razy (a wszystkie są mega fotogeniczne, najwięcej zdjęć na Fuerte zrobiłam właśnie tutaj!). Znajdziecie też tutaj sklep The Ocean Project, który szerzy wiedzę o utrzymaniu czystości oceanu i sprzedaje rzeczy zrobione z odzyskanych materiałów – fajne i rzeczy i ludzie ;).

Miasteczko Corralejo i wydmy tak wielkie, że końca nie widać

 

Jedno z największych miasteczek na wyspie – położone na samej północy przy granicy z przeogromnym pasmem wydm. Główna ulica Corralejo to najbardziej turystyczne miejsce, jakie widzieliśmy na Fuerte – ogrom sklepów (wcale nie klimatycznych) i tłum ludzi, jednak wystarczyło skręcić w boczną uliczkę, żeby poczuć ten mniej turystyczny klimat miasta. Surferzy, mniejsze knajpki, muzyka na żywo, pyszne drinki. Główną plażę warto ominąć i skierować się wzdłuż wody na plażę oddaloną od centrum – Playa Vista Lobos, z białymi kamyczkami i zdecydowanie mniejszą ilością ludzi.

A po spacerze po mieście koniecznie trzeba zobaczyć wydmy – Parque Natural Corralejo! Ogromne ilości piasku, wody i surfurów (w niektórych miejscach).

 

Fuerteventura była czymś zupełnie innym od tego co znaliśmy. Zamiast klimatycznych starówek piaszczyste góry, zamiast spokojnej wody wzburzony ocean, zamiast zieleni bezkres pustyni. I przestrzeń. 

Chyba jedyną rzecz, którą bym zmieniła w tym wyjeździe jest wybór terminu – jestem bardzo ciepłolubna i nie pogardziłabym kilkoma stopniami więcej na termometrze, a kilka tygodni później zapewne tak by było ;). Cała reszta była bardzo pozytywnym zaskoczeniem!

Po tym wyjeździe zdecydownie mogłabym nosić koszulkę I ♥ Fuerteventura! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *