Podróże bliższe i dalsze
Leave a comment

Lizbona, czyli muzyka fado, tramwaje, espresso i magiczna Alfama

Gdy kupowałam bilety do Lizbony w głowie miałam już jej wizję jako miasta pełnego romantycznej muzyki, wąskich uliczek, tramwajów ledwo mieszczących się między budynkami i wszechobecnej kultury picia wina i szybkiego espresso w barach „grzybkach” obecnych na każdym kroku. I dokładnie taka okazała się Lizbona.

Już samo lądowanie robi wrażenie! Nie wiem, czy zawsze tak jest, ale samolot zamiast od razu wylądować przeleciał nad miastem, wyleciał nad ocean i dopiero potem zawrócił do lądowania dzięki czemu mieliśmy cudny widok na miasto jeszcze zanim dotarliśmy na lotnisko. Jako że gdy dojechaliśmy do miasta zbliżał się akurat zachód słońca jeszcze z bagażami poszliśmy zobaczyć go z jednego z najlepszych punktów widokowych – placu São Pedro de Alcântara. I mimo tego ciągnięcia bagaży po wąskich brukowanych uliczkach w górę i w górę (powinnam dodać jeszcze jakieś 5 razy „w górę”- serio Lizbona jest niesamowicie pagórkowata!) nie żałuję, że się tam doczłapaliśmy. Od razu złapaliśmy w barze „grzybku” najpierw espresso, a potem wino i z bagażami przy boku Lizbona powitała nas cudnym widokiem (chciałabym wstawić zdjęcie, ale jako, że wtedy jeszcze nie zainwestowałam w porządny aparat wieczorne zdjęcia wychodziły tak, że za zniewagę uznałabym przedstawienie tamtego pięknego widoku w tak słabej jakości – trzeba uruchomić wyobraźnię i w niej zobaczyć główne zdjęcie tego posta z czerwono-rożowawą poświatą 🙂 ).

Kiedy już słońce na dobre zaszło poszliśmy szukać naszego hotelu – zatrzymaliśmy się w Browns Downtown Hotel (klik!) w dzielnicy Baixa – praktycznie w samym centrum. Pokoje piękne, za to malutkie i mało światła dziennego, ale cała reszta rewelacyjna 🙂 (od rana do wieczora nas nie było, także tak nam to nie przeszkadzało). Kolejne dwa dni spędziliśmy na spacerowaniu po mieście wzdłuż i wszerz, piciu dobrego wina, słuchaniu muzyki fado, chodzeniu do klimatycznych knajpek i testowaniu ich jedzenia. Najbardziej (oprócz wina ;)) zasmakowały mi ich słynne ciasteczka pastéis de Belém. Kiedy pojechaliśmy do oryginalnej cukierni, w której są przygotowywane zaskoczył mnie tłum ludzi czekających w kolejce, bo było to kilkadziesiąt osób! Dodam, że był to wieczór, więc tym bardziej nie spodziewałam się takich tłumów, ludzie kupowali jeszcze gorące ciasteczka w dużych ilościach i po ich spróbowaniu wcale się nie dziwię! Też wzięliśmy ich trochę więcej niż powinniśmy i nawet powstrzymaliśmy się, żeby nie zjeść wszystkich naraz dzięki czemu następnego dnia mieliśmy co podjadać do kawy 😉

Ich najstarsza dzielnica Alfama to miejsce, gdzie można spędzić cały dzień kręcąc się po bardzo wąskich i bardzo stromych brukowanych uliczkach. Dzielnica ta przetrwała wielkie trzęsienie ziemii jakiego doświadczyła Lizbona w 1755 roku i dzięki temu można ją oglądać w podobnym stanie w jakim była wtedy. Będąc tam koniecznie trzeba wybrać się na koncert fado, czyli smutnej, romantycznej muzyki (odbywają się w bardzo wielu restauracjach w wieczornych porach, idealne do wsłuchania się po kolacji przy pysznym winie). Fado to piosenki, które kobiety-fadistas śpiewały swoim mężom na pożegnanie, kiedy Ci wypływali w ocean na połów ryb. Fadistas mają bardzo mocny głos, śpiewają przy delikatnym akompaniamencie gitary, ale to ich głos jest kluczowym elementem fado.

Po Alfamie krąży chyba najbardziej znany tramwaj na świecie – numer 28, który jest obowiązkowym punktem programu będąc w tym mieście. Uliczki są tam tak wąskie, że cały czas ma się wrażenie, że tramwaj za chwilę uderzy w jakiś budynek, że na pewno się nie zmieści – jednak raz za razem udaje mu się przecisnąć. Jeśli jednak tylko coś troszkę zbyt duże stoi przy budynku kolo którego przejeżdża tramwaj ten musi się zatrzymać i kierowca krzykiem wzywa właściciela do przestawienia zguby bo już nie da rady przejechać ;).

Ten ostatni to tramwaj, który jeździ tylko w górę i w dół, bo jest tak stromo – taka winda w postaci tramwaju :).

Kolejną rzeczą, która mnie zauroczyła jest Azulejos, czyli przepiękne ceramiczne płytki – zazwyczaj w kolorze biało niebieskim, które zdobią dom na zewnątrz i wewnątrz. Są wszędzie – na ścianach domów, placach, jako numery domów, w restauracjach zamiast obrazów. Do tego znalazłam tam masę przepięknych sklepów z ceramiką i gdybym tylko miała miejsce w bagażu i pewność, że się nie potłucze w podróży (no i worek kasy) wszystko bym w tych sklepikach powykupowała. Przywiozłam ze sobą trzy miseczki i do dziś je uwielbiam i z ciepłem na serduchu wyciągam je z szafy i przypominam sobie ten uroczy sklep, gdzie przez godzinę wybierałam te trzy małe miseczki nie mogąc się zdecydować, bo wszystko było takie piękne 🙂

Czwartego ostatniego dnia pożyczyliśmy samochód i wybraliśmy się w podróż poza Lizbonę wzdłuż oceanu. Widoki po drodze niesamowite, ale to gdzie dojechaliśmy zwaliło mnie z nóg. Najpierw pojechaliśmy na plażę Guincho, oddaloną od miasta o około 30 km. Plaża całkowicie pusta, z piaszczystym klifem i bajeczną wodą. Miejsce, gdzie człowiek może czuć się tak bardzo szczęśliwy, że aż nie wierzy, że jest w takim cudnym miejscu 🙂 Taki mały raj.

Poza Guincho warto też zdecydowanie pojechać na Costa de Caparica, piękne plaże, klimatyczne knajpki i cudowny ocean.

Kiedy już nas wywiało na Guincho (a wiało strasznie ;)) pojechaliśmy na najbardziej wysunięty na zachód lądowy punkt Europy, czyli Cabo da Roca, gdzie wiało jeszcze bardziej, ale też było pięknie. Dojechaliśmy aż do miasteczka na skałach, z białymi domkami – Azenhas do Mar, gdzie zatrzymaliśmy się na przepyszne owoce morza w restauracji „Piscina” nad samym oceanem. Widok wow, jedzenie wow ;).

Jako że byliśmy w Lizbonie pod koniec listopada i pogoda średnio nam dopisała następnym razem wybierzemy się na pewno w cieplejszych miesiącach, chociaż raczej nie w sezonie ;). Już zaopatrzona w lepszy aparat napstrykam fotki, które nie będą zniewagą dla portugalskich widoków ;). No i w w planach jeszcze odwiedzenie Sintry i Cascais, bo podobno też jest pięknie. Jest powód, żeby tam wrócić 😉

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *